W czwartek 17 września rosyjski odrzutowy dron uderza w cel na Ukrainie, zaledwie cztery kilometry od polskiej granicy, w okolicach Jagodzina koło Doroguska. Wojsko natychmiast podrywa myśliwce i przez kilkanaście minut wstrzymuje ruch na lotniskach w Lublinie i Rzeszowie. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ogłasza alarm dla mieszkańców Lubelszczyzny i Podkarpacia. Premier Donald Tusk mówi wprost: bardzo blisko polskiej granicy doszło do bardzo masywnej eksplozji. Podpułkownik Jacek Goryszewski, rzecznik wojska, potwierdza, że dron najprawdopodobniej trafił w cel albo został zniszczony po ukraińskiej stronie granicy. Wojsko odwołuje alarm już po kilkunastu minutach, o godzinie 12:48. Polska przestrzeń powietrzna pozostaje nienaruszona, a celem ataku najpewniej pada stacja paliw w zachodniej Ukrainie. Incydent pokazuje, jak blisko granicy NATO rozgrywa się dziś rosyjska wojna dronów.
Rosyjski dron eksplodował 4 kilometry od Polski. Myśliwce w powietrzu w kilka minut
Rosyjski odrzutowy dron rozerwał się zaledwie cztery kilometry od polskiej granicy, a wojsko błyskawicznie postawiło myśliwce w stan gotowości i wstrzymało ruch na dwóch lotniskach.